Dziennik Gazeta Prawana logo

Głośno mówił o swojej chorobie. Śmierć przyszła nagle

8 lipca 2025, 13:17
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Eugeniusz Priwieziencew
Eugeniusz Priwieziencew głośno mówił o swojej chorobie. Śmierć przyszła nagle/AKPA
Eugeniusz Priwieziencew był znanym i wybitnym aktorem. Prywatnie, jak mówią jego bliscy i współpracownicy, ciepłym i cudownym człowiekiem. Żenia, bo tak się do niego zwracano, przyjaźnił się z hollywoodzkimi gwiazdami i warszawskimi prostytutkami. Głośno i otwarcie mówił o swojej chorobie. Właśnie mija 20 lat od jego śmierci. Nic nie wskazywało na to, że nadejdzie tak szybko.

Eugeniusz Priwieziencew to aktor znany m.in. z serialu "Złotopolscy", w którym wcielał się w rolę grabarza Antoniego Pereszczaki. Na swoim koncie miał również udział w takich produkcjach jak "Pociąg do Hollywood", "Bez miłości" czy "Szczęśliwego Nowego Jorku".

Eugeniusz Priwieziencew był duszą towarzystwa. "Zawsze uroczy"

Przyjaciele, dla których był po prosty Żenią, wspominają go jako duszę towarzystwa. Był zawsze sobą. Zawsze uroczy, do rany przyłóż, potrzebującemu oddałby ostatnią koszulę. Zawsze rwał się do płacenia rachunków, gdy tylko miał pieniądze. Choć nie zawsze wiodło mu się dobrze – wspominał Radosław Piwowarski.

Eugeniusz Priwieziencew był nie tylko aktorem, ale również autorem sztuki "Prostytutki". Gdy pracował nad tym spektaklem, zaprzyjaźnił się z tymi z Warszawy. Po premierze, która odbyła się w grudniu 1991 roku dostał od nich kosz kwiatów z wiadomością: "Żenia, od dzisiaj u nas masz za darmo".

Żenia otwarcie mówił o swojej chorobie. Zmagał się z boreliozą

Aktor otwarcie mówił o swojej chorobie. Zmagał się z boleriozą. Na kilka lat przed śmiercią, najprawdopodobniej na planie serialu "Złotopolscy" ugryzł go kleszcz. Czuł się źle, ale nie poszedł się zbadać. Gdy lekarze postawili mu diagnozę, co trzy miesiące jeździł do kliniki rehabilitacyjnej w Radzyniu. Aktor zaczął mieć problemy z chodzeniem.

To wstrętne choróbsko rzuciło mi się na nogi. Przez boreliozę mam kłopoty z chodzeniem. Wszyscy myślą, że ciągle jestem na bańce, bo plączą mi się nogi i chwieję się jak typowy pijaczyna. A ja cierpię - mówił w jednym z wywiadów.

Eugeniusz Priwieziencew do końca życia był aktywny. Zmarł nagle

Mimo, że miał problemy z chodzeniem i cierpiał, wciąż był aktywny. Nie poddawał się. Zmarł nagle. Nic nie wskazywało na to, że coś jest nie tak. Pod koniec czerwca 2005 roku Eugeniusz Priwieziencew był gościem VI Festiwalu Dobrego Humoru w Gdańsku. Odebrał tam nagrodę dla najlepszego aktora komediowego.

Jego stan zdrowia pogorszył się na początku lipca. Stracił przytomność i trafił do szpitala w Otwocku. Tam zmarł 8 lipca 2005 roku w wieku 59 lat. Tydzień później pochowano go na warszawskich Powązkach.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj