Dziennik Gazeta Prawana logo

Śpiewał "Och, Ziuta" i "Au sza la la la". Nałóg przypłacił ciężką chorobą, był bliski śmierci

8 maja 2025, 10:07
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Ireneusz Dudek, czyli popularny przed laty Shakin' Dudi, wiele przeszedł w życiu
Ireneusz Dudek, czyli popularny przed laty Shakin' Dudi, wiele przeszedł w życiu/East News
Przy jego hitach bawiły się pokolenia Polaków. Ireneusz Dudek, znany jako Shakin' Dudi, 7 maja 2025 r. obchodzi 74. urodziny. Artysta trzy razy otarł się o śmierć. W pewnym momencie powiedział sobie jednak dość i zerwał z nałogami. "Już brałem namaszczenie chorych" - mówił.

Ireneusz Dudek to legenda polskiej sceny muzycznej. Kompozytor, autor tekstów, znakomity bluesman. Znany przede wszystkim z zespołu Shakin' Dudi, który wylansował takie przeboje jak "Och, Ziuta" i "Au sza la la la". To Ireneusz Dudek stworzył festiwal Rawa Blues. Artysta nie ukrywa, że wiele przeszedł. Otwarcie przyznaje, że niewiele brakowało, a jego hulaszczy tryb życia doprowadziłby go do tragedii. Wielkim dramatem była dla niego śmierć córki.

"Alkoholu za kołnierz się nie wylewało"

"Faktem jest, że życie "bigbitowca" nie jest usłane różami. To, co mi się zdarzyło, w dużej mierze zawdzięczam sobie. Alkoholu za kołnierz się nie wylewało. Był z tego powodu w moim życiu bardzo zły okres" - opowiadał Ireneusz Dudek w rozmowie z Onetem.

"Skończyło się to fatalnie. Trzy razy byłem w szpitalu na ostre zapalenie trzustki. Teraz mam przez to podwyższony cukier. Wypadek samochodowy również… No popelina totalna. Ale znowu nawiążę do wiary. Wierzę, że ona mi pomogła. Ja już brałem namaszczenie chorych, bo trzy razy otarłem się o śmierć" - mówił muzyk w wywiadzie.

20 lat bez alkoholu

"Po ślubie kościelnym przysiągłem żonie i sobie, że alkoholu już nigdy do ust nie wezmę. I trwam w tym postanowieniu już ponad 20 lat. (...) Chcę sobie zasłużyć na niebo. Ja mówię o tym bardzo prosto, ale ci, którzy w tym siedzą, wiedzą, co mam na myśli. Myślę, że te choroby, wypadki, śmierć córki jakoś wewnętrznie mnie wzbogaciły" - podsumował Ireneusz Dudek.

Dudek przyznaje, że jego kariera była pełna wyzwań. Trzykrotnie otarł się o śmierć, a wypadek samochodowy w 1989 r. uczynił go inwalidą. Mimo to artysta nie poddaje się i nadal tworzy muzykę, która jest dla niego formą terapii i szuka w niej pocieszenia po tragediach.

"Kiedy umiera dziecko, to jest największe nieszczęście"

"Rodzice mi umarli, ale kiedy umiera dziecko, to jest to większe nieszczęście. Czasami ciężko mi się z tym pogodzić. Jeszcze raz powiem, gdyby nie wiara w Boga to mógłbym się załamać" - mówił Onetowi. Dziewczynka zmarła w wieku siedmiu lat. "Choroba, a potem towarzyszenie córce w odchodzeniu były dla nas lekcją pokory, cierpliwości, zrozumienia. Cierpienie zmieniło nasze podejście do świata. Umocniło jako rodzinę. Dziś cieszymy się błogosławioną codziennością" - powiedział Ireneusz Dudek "Vivie!".

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj