W środę ogłoszono, że Krystyna Janda została wyróżniona Orłem za osiągnięcia życia przez Polską Akademią Filmową. Choć Orły przyznawane są od 1999 roku, Janda, prowadząca warszawski Teatr Polonia i Och-Teatr, jest dopiero czwartą (po Danucie Szaflarskiej, Mai Komorowskiej i Agnieszce Holland) kobietą uhonorowaną tym laurem.
Janda o 10 latach bez Wajdy
W monologu "My Way", zrealizowanym na 70. urodziny aktorki, wciąż granym w Polonii i na scenach całego kraju, Janda powiedziała o Wajdzie jasno: "Kochałam go". Na pytanie PAP, czy blisko 10 lat po odejściu mistrza i przyjaciela nadal go kocha, odpowiedziała twierdząco. "Tak, może nawet jeszcze bardziej niż wcześniej" - sprecyzowała. "Im więcej rzeczy robię, im więcej rozumiem, tym bardziej za nim tęsknię. Za jego sposobem myślenia, jego sposobem pracy. Tęsknię za nim każdego dnia. Za jego dezynwolturą, bezkompromisowością. Teraz - paradoksalnie - wszystko jest zdecydowanie bardziej ułożone" - dodała.
Janda: Wajda miał wielki wpływ na to, jacy jesteśmy
Krystyna Janda zadebiutowała w „Człowieku z marmuru” (1977), a rola Agnieszki szybko stała się legendą. O młodej aktorce mówiono, że wywaliła drzwi do polskiego kina wraz z futryną. - "Sam debiut był mniej ważny niż spotkanie z Andrzejem" - opowiadała Janda. - "Niż rozmowy, obserwowanie, jak myśli o społeczeństwie i o sztuce, jak pracuje, jakim jest człowiekiem, jakim Polakiem. Powiedział wtedy zdanie, które mnie wówczas zaskoczyło - że film może zmienić świat, czyjeś życie, ustrój polityczny. Wtedy mi się to wydawało nadmiernie optymistyczne. Jednak dziś, gdy oceniamy cały jego dorobek, nie ulega wątpliwości, że miał wielki wpływ na to, jacy jesteśmy, w jakim kraju żyjemy i dlaczego żyjemy tak, jak żyjemy" - podkreśliła.
"Wajda nigdy nie był zadowolony"
Z niedawno opublikowanych "Notatników" Andrzeja Wajdy wynika, że miał niezwykle krytyczny stosunek do własnej twórczości, niezwykle rzadko z czegoś, co zrobił, był zadowolony. - "Właściwie nigdy nie był zadowolony" - stwierdziła Krystyna Janda. "Zawsze powtarzał - rozpropagował to Zbyszek Cybulski, bo wziął to od niego - że to, cośmy nakręcili, musimy przekręcić. Wiecznie był niespokojny. Wciąż kręciliśmy nowe zakończenia filmów, bo finał nadaje wymowę całości, a on nie był pewny, jak skończyć film. Dlatego pomysły na nie się mnożyły" - mówiła.