Dorota Stalińska po latach wróciła do jednego z najbardziej dramatycznych momentów swojego życia. Miała bardzo poważny wypadek samochodowy w 1986 r. Aktorka w szczerej rozmowie w audycji "Kobiety rakiety" ujawniła kulisy tragedii, która, jak sama przyznaje, mogła skończyć się bardzo źle. Była tak ciężko ranna, iż lekarze nie dawali jej szans na szybki powrót do sprawności. Te tragiczne wydarzenia stały się dla niej impulsem do działań, które mogły uratować życie innym.

Mówiono Dorocie Stalińskiej, że nie będzie już chodzić

W rozmowie na antenie Radia RDC, w audycji "Kobiety rakiety", Dorota Stalińska wróciła wspomnieniami do 1986 r. To wtedy doszło do koszmarnego wypadku samochodowego, który na zawsze zapisał się w jej pamięci. Aktorka była pasażerką auta. Chwila nieuwagi wystarczyła, by jej życie zawisło na włosku. "Ten straszny wypadek, w którym ja byłam tak strasznie poraniona i połamana, gdzie byłam workiem kości, mówiono, że prawdopodobnie nie będę już chodzić. A na pewno nie przez rok czy dwa" - wyznała. Obrażenia były na tyle poważne, że lekarze nie dawali jej większych szans na szybki powrót do sprawności.

Reklama

Dorota Stalińska złożyła sobie obietnicę

Do wypadku doszło w 1986 r. Aktorka była pasażerką samochodu. Stało się to na bardzo niebezpiecznym skrzyżowaniu, gdzie często dochodziło do wypadków. Po wypadku Dorota Stalińska postanowiła działać. Złożyła sobie obietnicę, że zrobi wszystko, aby w tym miejscu nie dochodziło już do kolejnych tragedii. Dzięki jej determinacji i zaangażowaniu w ciągu roku na niebezpiecznym skrzyżowaniu pojawiła się sygnalizacja świetlna. "Ja wtedy właśnie przysięgłam, stojąc na tym skrzyżowaniu, że zrobię wszystko, żeby ocalić innych" - mówiła.

Aktorka nie kryła