Do katastrofy promu Jan Heweliusz doszło 14 stycznia 1993 roku. Ta dramatyczna historia stała się inspiracją dla twórców nowej, polskiej produkcji Netflixa. Serial "Heweliusz" w reżyserii Jana Holoubka stał się hitem i wciąż wzbudza wiele emocji. Pozytywnie wypowiadają się o nim zarówno widzowie, jak i krytycy filmowi.

Piotr Binter z serialu "Heweliusz". Kto go zagrał?

W nowej produkcji Netflixa można zobaczyć plejadę polskich gwiazd. W jedną z głównych postaci kapitana Andrzeja Ułasiewicza, który dowodził promem, wcielił się Borys Szyc. W serialu "Heweliusz" grają także Konrad Eleryk, Magdalena Różdżka, Andrzej Konopka, Justyna Wasilewska, czy Piotr Rogucki. W postać Piotra Bintera, który w serialowej opowieści pełni funkcję zmiennika kapitana "Heweliusza", wciela się Michał Żurawski.

Reklama
Reklama

To on w produkcji Netflixa prowadzi swoje prywatne śledztwo i próbuje odkryć prawdę na temat wydarzeń na "Heweliuszu" podczas feralnej nocy, gdy statek się wywrócił. Znajduje m.in. rzekome taśmy oczyszczające kapitana z winy. Gdy wraca z nimi do Polski, ginie w wypadku. Czy tak było naprawdę? Czy taka postać istniała a jej losy zostały przedstawione w serialu "Heweliusz"?

Czy Piotr Binter z serialu "Heweliusz" istniał naprawdę?

Zarówno Jan Holoubek, który wyreżyserował serial, jak i scenarzysta Kasper Bajon, mówią, że to postać fikcyjna, stworzona na potrzeby scenariusza. Choć Piotr Binter nie jest odpowiednikiem żadnej prawdziwej postaci tragicznej historii promu "Heweliusz", istniał ktoś, kim twórcy mogli się w pewnym stopniu inspirować.

Mógł być inspiracją dla twórców serialu "Heweliusz". Zginął w wypadku

Tą postacią może być Bolesław Hutyra. Był on zastępcą kapitana promu MF "Jan Heweliusz". Mężczyzna zginął tragicznie w wypadku samochodowym, który miał miejsce 15 września 2000 roku. Okoliczności jego śmierci do dziś pozostają zagadką. Okazuje się, że Hutyra wjechał w maszynę drogową na prostej drodze. Warunki na trasie były dobre a pojazd nie zostawił żadnych śladów hamowania. Hutyra nie prowadził swojego prywatnego śledztwa w sprawie katastrofy "Heweliusza", nie był także w posiadaniu żadnych taśm dotyczących tej tragedii.

Hutyra nie brał udziału w śledztwie dotyczącym tragedii na "Heweliuszu", ale był ceniony za swoją postawę moralną. W 1970 roku odmówił strzelania do robotników Stoczni Gdańskiej. Miał wtedy 22 lata i swoją decyzją naraził się na reperkusje. W latach 1980–1981 działał w strukturach "Solidarności" PLO. W stanie wojennym był internowany.

Hutyra angażował się także w ratowanie Stoczni. Został przewodniczącym Komitetu Ratowania Stoczni, powołanego przez Radio Maryja. Gdy okazało się, że nie wiadomo, gdzie podziały się pieniądze na ratowanie stoczni, próbował wyjaśnić sprawę. Odpowiedzi nie otrzymał. Ludzie związani z założycielem Radia Maryja zorganizowali spotkania, na których szkalowali Hutyrę. Ten założył stowarzyszenie "Arka", które skupiało akcjonariuszy Stoczni Gdańskiej. To właśnie w 2000 roku pojawiła się szansa na uratowanie Stoczni. Hutyra zginął w drodze na spotkanie z ministrem skarbu Andrzejem Chronowskim. Wraz z nim jechali Andrzej Bugajski i Marian Moćko.