- "To by było na tyle"
- "Jedyny sukces PRL"
- Urodzony w niedzielę
- "Proszę babci nie uczyć czytać, to taka dobra kobieta"
- Życie filmowe i artystyczne
"Myśmy ten żart jako społeczność językowa kupili. Kupiliśmy, powtarzaliśmy, aż w końcu przeciętny statystycznie Polak przestał w nim wyczuwać frazeologiczny wygłup i zaczął go traktować zupełnie serio, jak twór neutralny pod względem stylistycznym” - napisał prof. Jan Miodek, w felietonie "Na ten moment to na tyle", opublikowanym książce pt. "Trzy po 33" (2016). "Pierwszy raz mogłem się o tym przekonać podczas egzaminu wstępnego na wrocławską polonistykę, kiedy z ust jednej z kandydatek usłyszałem: »To by było na tyle, jeśli chodzi o pierwsze pytanie«. A przecież nie do śmiechu jej było w tym momencie!" - dodał.
"To by było na tyle"
„Potem już coraz częściej w oficjalnych sytuacjach komunikacyjnych stykałem się z formułą: »to by było na tyle«. Dlatego nie mogłem się powstrzymać podczas telewizyjnej uroczystości wręczania Janowi Tadeuszowi Stanisławskiemu statuetki Andrzeja Waligórskiego od wypowiedzenia słów następujących: Mickiewicz wymyślił imię Grażyna, Słowacki stworzył imię Kordian, chciejstwo było pomysłem Wańkowicza, Pan – Panie Janie Tadeuszu – wszedł do historii języka ze swoim »to by było na tyle«!. "Wiem, wiem, co narobiłem!" odpowiedział Stanisławski, wymachując rękami” - podsumował prof. Miodek.
"Jedyny sukces PRL"
Stanisław Tym uważał, że ten zwrot jest „jedynym sukcesem peerelu”. "Bo tylko w peerelu można było uwierzyć w jego językową poprawność i w to, że Stanisławski jest naprawdę profesorem” - ocenił. Ten "sukces" był skutkiem zwykłego przejęzyczenia. Nagrywając jeden z pierwszych "wykładów” dla radiowego "Ilustrowanego Tygodnika Rozrywkowego" Stanisławski miał powiedzieć na koniec „i to by było tyle"”, ale pomieszało mu się z "I to na tyle" i w rezultacie nagrał błąd językowy… Chciał poprawić, ale realizator Jerzy Markuszewski zdecydował: "zawsze będziemy tak kończyć!".
Urodzony w niedzielę
Jan Tadeusz Stanisławski urodził się w niedzielę - co chętnie podkreślał - we Włodzimierzu jako syn Dionizego i Marii z domu Pisuli. Rodzice byli nauczycielami. We wrześniu 1939 r. rodzina znalazła się pod sowiecką okupacją. Niespełna dwa lata później została uratowana przez… Hitlera. "Armia niemiecka atakuje 22 czerwca 1941, a 24 czerwca rodzina Stanisławskich z Wołynia miała zostać wywieziona do łagru, byli na liście proskrypcyjnej NKWD. Janek ma wtedy pięć lat" - napisał Wojciech Staszewski w artykule "I to by było na tyle" ("Duży Format", 2007).
"Proszę babci nie uczyć czytać, to taka dobra kobieta"
Jan Tadeusz Stanisławski był aktywistą ZMP, jeździł po wsiach by zwalczać analfabetyzm, co nie zawsze budziło entuzjazm. Pewnego razu - wspominał Stanisławski w książce "Zezem o wyższości Świąt Wielkiej Nocy nad Świętami Bożego Narodzenia" (2004) - do grupy aktywistów wyszła dziewczynka z wielką torbą gruszek i apelem: "Proszę babci nie uczyć czytać, to taka dobra kobieta". "Jako student ekonomii i filozofii Uniwersytetu Warszawskiego założył wraz z kolegami w 1957 roku kabaret Stodoła (działający przy Politechnice Warszawskiej)" - przypomniał Janusz R. Kowalczyk (culture.pl, 2021). Od 1962 roku współpracował ze Studenckim Teatrem Satyryków, gdzie występował i debiutował w 1971 roku jako reżyser słynnym spektaklem pt. „Solo na perkusji”.
Życie filmowe i artystyczne
Wcześniej, w 1960 roku, debiutował w filmie "Zezowate szczęście" w reżyserii Andrzeja Munka. "Jan Tadeusz Stanisławski zawsze mi się będzie kojarzył z tym filmem" - powiedział Janusz Zaorski w radiowej "Dwójce", podkreślając, że epizod zastępowego skautów w filmie Munka Stanisławski zagrał "a’la Charlie Chaplin". W 1967 roku, Jan Tadeusz Stanisławski zdał - za trzecim podejściem - eksternistyczny egzamin aktorski. Występował w kabaretach Owca, Pod Egidą i w telewizyjnych programach Olgi Lipińskiej - „Gallux Show” (1970–74), „Właśnie leci kabarecik” (1975–77), „Kabaret Olgi Lipińskiej” (1990-92).
"O wyższości Świąt Bożego Narodzenia nad Świętami Wielkiej Nocy"
Wielką popularnością cieszyły się jego występy w radiowej "Trójce" - najpierw w "Ilustrowanym Tygodniku Rozrywkowym" (1970-74), a później w "Ilustrowanym Magazynie Autorów" (1974-76). Jako profesor "samodzielnej katedry mniemanologii stosowanej" prowadził wykłady "O wyższości Świąt Wielkiej Nocy nad Świętami Bożego Narodzenia", które "sezonowo” zamieniały się w prelekcje „O wyższości Świąt Bożego Narodzenia nad Świętami Wielkiej Nocy”. „Gdy mamy bliżej Boże Narodzenie - wtedy głosimy jego wyższość. Wypieramy się tej wyższości, gdy tylko bliziutko jest Wielkanoc” – wyjaśniał autor te zmiany.
Kultowy cykl "Zezem"
Frazą "to by było na tyle” Stanisławski kończył również odcinki też telewizyjnego cyklu "Zezem" (1976-77) reżyserowanego przez Janusza Zaorskiego. "Powiedziałem: Janek, ja bym się bardzo ucieszył, gdyby to miało właśnie coś z »Zezowatego szczęścia«, bo to film wybitny, ale trudno go będzie dogonić" - wspomniał Zaorski. "Janek odpowiedział, że oczywiście, pójdziemy w tym kierunku. A że język polski idealnie nadaje się do tego, by mówić, a nie powiedzieć, to był właśnie pierwszy punkt programu: Janek zaczął wykpiwać działaczy partyjnych. To była kontestacja, ale na wesoło" - wyjaśnił Zaorski.
Autor wielu przebojów
Stanisławski pisał teksty piosenek, które stały się prawdziwymi przebojami wykonywanymi przez m.in. Halinę Kunicką ("Orkiestry dęte"), Jerzego Połomskiego ("Cała sala śpiewa z nami"), Danutę Rinn ("Na deptaku w Ciechocinku") - melodie do nich skomponowała Urszula Rzeczkowska. Spod jego pióra wyszły również takie szlagiery jak "Czterdzieści lat minęło" Andrzeja Rosiewicza” (autorem muzyki był Jerzy "Duduś" Matuszkiewicz) – oraz "Tango zalotne - przeleć mnie” "Alibabek" (melodia Henryka Wojciechowskiego). Pisał też dla samego siebie. Wykonywał m.in. "Z jednej strony uśmiech szalony, z drugiej strony gorzkie łzy” - za co w 1972 r. dostał w Opolu Nagrodę dziennikarzy, „Chłopaki pójdę z wami”, „Balladę pieniężną”, „Anfisę”. W 1992 roku zagrał u boku Jiříego Menzla w filmie „Mała apokalipsa” wyreżyserowanym przez Costę-Gavrasa na podstawie powieści Tadeusza Konwickiego. Rok później wystąpił w „Dwóch księżycach” Andrzeja Barańskiego. Ma w dorobku ok. 20 epizodów w filmach i serialach - do niektórych też współtworzył scenariusze. Jan Tadeusz Stanisławski zmarł 21 kwietnia 2007 roku - miał 71 lat. Jest pochowany na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie. Epitafium na jego grobie zawiera słowo "Profesor" i pointę "To by było na tyle".