Dziennik Gazeta Prawana logo

Tragedia nad jeziorem Gardno, która wstrząsnęła Polską. Najmłodsza z 25 ofiar miała 8 lat

17 lipca 2025, 13:21
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
18 lipca 1948 r. na jeziorze Gardno doszło do tragedii. Zatonęły dwie łodzie rybackie, zginęło 25 osób
18 lipca 1948 r. na jeziorze Gardno doszło do tragedii. Zatonęły dwie łodzie rybackie, zginęło 25 osób/shutterstock
To miał być wspaniały obóz, świetna wakacyjna przygoda. Nad jeziorem Gardno zorganizowano obóz harcerski. Jedną z atrakcji był rejs nad morze, podczas którego wydarzył się brzemienny w skutki wypadek. Jest to najtragiczniejsze zdarzenie w historii polskiego harcerstwa. Zginęło wtedy 25 osób, w tym 21 harcerek - najmłodsza miała 8 lat.

Na letni obóz w Gardnie Wielkiej w wakacje 1948 r. przyjechały harcerki z Łodzi, które należały do 15. Łódzkiej Żeńskiej Drużyny Harcerek im. "Zośki", znanej jako Mała Piętnastka. Wszystkie uczestniczki obozu uczyły się w Szkole Powszechnej nr 161 w Łodzi. Dla wielu harcerek był to pierwszy wakacyjny wyjazd bez rodziców. Było pięknie - las, słońce, woda, zabawy, piosenki. Dla harcerek zaplanowano wielką atrakcję - miały popłynąć przez jezioro Gardno do położonych nad morzem Rowów.

Seria zaniedbań

Harcerki i ich opiekunki 18 lipca 1948 r. miały popłynąć przez jezioro Gardno dwiema łodziami rybackimi, pożyczonymi z pobliskiego gospodarstwa rybnego. Przygotowano dla nich dwie łodzie - motorową z kabinką, która mogła pomieścić maksymalnie 14 osób i mniejszą, płaskodenną bez napędu, dla maksymalnie 7 osób. Łódź motorowa miała holować tę mniejszą. Obsadę łodzi stanowili przewoźnik i mechanik. Wycieczka miała ruszyć o godz. 10 rano, ale w łodzi motorowej montowano silnik - wszystko przesunęło się więc na godz. 16. Do obu łodzi wsiadło w sumie 42 osoby, co dwa razy przekroczyło limit. Miejscowi ostrzegali, że tak późny rejs przepełnionymi łodziami może być niebezpieczny, a jezioro jest wieczorem zdradliwe. Mała Piętnastka jednak popłynęła.

Przerażone dzieci walczyły o życie

Łodzie miały do pokonania ponad siedem kilometrów do Rowów przez jezioro Gardno. Cały czas kołysało mocno przeciążonymi łodziami. Gdy rejs dobiegał końca, a do przystani pozostał zaledwie kilometr, w jednej z łodzi zaczęła zbierać się woda. Okazało się, że doszło do awarii silnika w łodzi motorowej, która zaczęła się powoli zanurzać. Wybuchła panika. Dzieci krzyczały i płakały. Łodzie zaczęły tonąć, harcerki znalazły się w wodzie. Sternik próbował przerzucić dzieci na mniejszą łódź, ale ta - przeciążona - także się przewróciła. Tylko dwie dziewczynki potrafiły pływać, a na łodziach nie było kamizelek ratunkowych.

Rybacy ruszyli na ratunek

Krzyki dzieci usłyszeli rybacy z pobliskiej wioski i ruszyli na ratunek. Jedną z pierwszych uratowanych była Zofia Erdman, która przepłynęła w kierunku brzegu znaczną część dystansu. Większości dzieci nie udało się już uratować. Nikt z mieszkańców wioski nie znał zasad pierwszej pomocy i część dzieci, które po wyciągnięciu na brzeg jeszcze żyły, umarło.

Tragiczny bilans rejsu

Ostatecznie udało się uratować 15 dziewczynek, które utrzymały się na wodzie lub na przewróconej łodzi, oraz przewoźnika i mechanika. Śmierć poniosły 4 dorosłe kobiety i 21 dziewcząt. Najmłodsza dziewczynka miała 8 lat.

25 tys. ludzi na pogrzebie harcerek

22 lipca 1948 - w dniu Narodowego Święta Odrodzenia Polski - odbył się w Łodzi zbiorowy pogrzeb 17 harcerek, zorganizowany przez łódzką chorągiew harcerską z pomocą władz miasta oraz kurii biskupiej, która przekazała kwaterę na pochówek. W uroczystościach, prowadzonych przez biskupa Kazimierza Tomczaka z udziałem 40 księży, uczestniczyło około 25 tysięcy osób.

Śledztwo i proces

Po katastrofie powołano dwie komisje do zbadania jej przyczyny. Jedną miejscową i drugą - na szczeblu państwowym. 30 i 31 sierpnia 1948 przed sądem w Słupsku odbył się proces. Przed sądem stanęli sternik Wacław Rudnicki, kierujący tragicznym rejsem oraz zarządca Władysław Terlecki. Sternik został skazany na 5 lat więzienia za spowodowanie katastrofy: zabrał na łodzie nadmierną liczbę pasażerek, źle je rozlokował, doprowadził do wywrócenia łodzi, przy czym przeciekającą motorówkę zabrał z gospodarstwa rybackiego bez wiedzy zarządcy. Wacław Terlecki, został skazany w I instancji na 2 lata więzienia za przyczynienie się do katastrofy - po apelacji został uniewinniony. Mechanik łodzi Kazimierz Streciwilk uciekł podczas przewożenia go do aresztu w Słupsku - nigdy go nie znaleziono. By upamiętnić bohaterskie harcerki, w 2009 r. w Gardnie Wielkiej odsłonięto pomnik, zaprojektowany przez słupskiego architekta Wiktora Janusza.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj