Filmowa scena, w której doprowadza do pasji Emila Karewicza przedstawiając się jako Grzegorz Brzęczyszczykiewicz urodzony w Chrząszczyżewoszycach, powiat Łękołody jest dziś wiralem, konkurującym skutecznie z logopedycznym ćwiczeniem - "drabiną z powyłamywanymi szczeblami".
Marian Kociniak przyciągał jak magnes
"Znałem go oczywiście z filmu „Jak rozpętałem drugą wojnę światową”, który dzięki jego kreacji stał się w moim odczuciu dziełem porównywalnym z »Eroicą« Andrzeja Munka. Od tamtej chwili był moim idolem… W życiu jednak, w najśmielszych marzeniach, nie przypuszczałem, że będę z nim kiedyś pracował w jednym teatrze" - mówi PAP Grzegorz Damięcki. "Kiedy to się stało, w 1991 roku, Ateneum było - pod dyrekcją Janusza Warmińskiego - prawdziwym gwiazdozbiorem. Wymienianie nazwisk powszechnie znanych i uznanych aktorów - dla których ludzie przychodzili na Jaracza 2 - zajęłoby dużo czasu; jako reprezentatywny przykład przywołam więc tylko postać mojego przyjaciela z dzielonej przez 15 lat garderoby Leonarda Pietraszaka. Jedną z tych gwiazd »magnesów« był właśnie Marian Kociniak, fenomenalny aktor intuicyjny, doskonały zarówno w komedii jak i dramacie. Znów mógłbym wymieniać długo tytuły spektakli, które nasycił swą sztuką, wspomnę zatem tylko »Bal manekinów« Brunona Jasieńskiego wyreżyserowany przez Warmińskiego, który widziałem będąc nastolatkiem. Sposób w jaki Marian wykreował główną postać, przechodził – mówiąc nieco kolokwialnie - »ludzkie pojęcie«. A moje już na pewno" - wspomina. "Zaś poza sceną był sybarytą, miłośnikiem życia, koneserem dobrej anegdoty, mistrzem gry w kości, uczestnikiem wieczornych biesiad – zawsze jednak wiedzącym, kiedy trzeba wstać od stołu" - dodaje Grzegorz Damięcki.
Radiowe przeboje Mariana Kociniaka
Porzekadłami, które Marian Kociniak wprowadził na stałe do potocznego języka polskiego, są pytanie "Momenty były?" i konstatacja "Lubiał wypić" - będące pierwotnie stałymi elementami emitowanych w radiowej audycji "60 minut na godzinę" jego rozmów z Andrzejem Zaorskim o filmach pt. "Para-męt pikczers, czyli kulisy srebrnego ekranu". "Po tych audycjach cała Polska powtarzała nasze recenzje" - powiedział Kociniak w książkowym wywiadzie Remigiusza Grzeli pt. "Spełniony" (2010). Ne chciał jednak tego dyskontować. "Kiedy zaczęli jeździć po Polsce z tym programem, odmówiłem. Powiedziałem, że nie można powtarzać w nieskończoność tego samego" - wyjaśnił.
Marian Kociniak - ambitny syn stolarza
Był synem stolarza Kazimierza Kociniaka i Anny z domu Karkoszka. aktor ocenił, że po ojcu ma „ciężki charakter”. "Ojciec nie odpuszczał nikomu i ja nie odpuszczam" -mówił. Dzieciństwo spędził w podwarszawskim wówczas Rembertowie. "Wciąż była bieda. Mój starszy brat pracował z ojcem w warsztacie, rodzice wymyślili, żebym poszedł do dwuletniej szkoły mechanicznej w Rembertowie, został ślusarzem i przynosił pieniądze do domu" - opowiadał Kociniak Grzeli. "A ja chciałem iść gdziekolwiek, byle się uczyć czegoś innego niż ślusarka. Wszyscy chłopacy marzyliśmy wtedy o zawodzie pilota. No i zdałem do technikum budowy silników samolotowych" - dodał. Akurat wówczas w tej szkole istniało kółko dramatyczne prowadzone przez aktorkę Teatru Powszechnego Janinę Pollakównę. W wystawionej przez nią "Zemście" Kociniak zagrał Papkina. "Już nie było odwrotu" - wspominał. Wybrał się do poradni dla kandydatów do PWST. Wysłuchawszy jego popisów, Kazimierz Rudzki powiedział: "Synku, skończ szkołę, zrób maturę, a jak ją zdasz, przyjmiemy cię bez egzaminu". Tak też się stało, co nie zyskało aprobaty ojca, który nazwał go "obibokiem". Tę opinię zrewidował dopiero w 1958 roku po obejrzeniu syna w spektaklach dyplomowych. "Rodzice byli zachwyceni" - opowiadał Kociniak Remigiuszowi Grzeli.
Marian Kociniak - teatr dał mi życie
Pod pedagogiczną opieką Henryka Borowskiego, Aleksandra Bardiniego i Ludwika Sempolińskiego studiował razem z m.in. Władysławem Kowalskim, Elżbietą Kępińską, Tadeuszem Rossem i Barbarą Rylską. Na scenie zadebiutował - jeszcze w trakcie studiów - w warszawskim Studenckim Teatrze Satyryków (STS) u Jerzego Markuszewskiego w programie składanym "Esmeralda, czyli baśń…" (1958). Nie przeceniał swojego udziału w kultowym przedsięwzięciu teatralnym jakim jawi się dziś STS. "Ja rozmawiałem głównie o dziewczynach. Wiem, że aktorzy lubią być tacy intelektualni, pokazywać, jakie rozumy pozjadali. Opowiadać nadzwyczajne facecje. Niech pan w to nie wierzy" - przekonywał Grzelę Kociniak. Teatr był jednak w jego życiu miejscem "ukochanym, pierwszym". "Miejscem, które dało mi życie" - powiedział. Od 1959 roku przez pół wieku był aktorem stołecznego Teatru Ateneum.
Marian Kociniak debiutował u Wajdy
Na ekranie debiutował w 1960 roku epizodem w "Niewinnych czarodziejach" Andrzeja Wajdy. Dwa lata później zagrał pierwszoplanową rolę komandosa w filmie "Czerwone berety" Pawła Komorowskiego. W tym samym roku wystąpił u Jerzego Hoffmana i Edwarda Skórzewskiego w "Gangsterach i filantropach" oraz "O dwóch takich, co ukradli księżyc" Jana Batorego. Był tam zbójcą Nieborakiem - jego wspólny z braćmi Kaczyńskim fotos bez trudu można znaleźć w internecie. Być może dlatego, gdy przeszło pół wieku później Marian Opania odmówił Antoniemu Krauzemu zagrania Lecha Kaczyńskiego w filmie "Smoleńsk", Kociniak miał powiedzieć "Super Expressowi" (2012): "Nie mówię nie, przyjrzę się temu" (Ostatecznie w postać tragicznie zmarłego prezydenta wcielił się Lech Łotocki). Zagrał też tytułową postać w filmie Henryka Kluby "Chudy i inni" (1966). Wystąpił również u Andrzeja Wajdy, w "Dantonie" (1982) oraz "Panu Tadeuszu" (1999), w którym wcielił się w postać Protazego.
Kultowe role Mariana Kociniaka
Ogromną i zasłużoną popularność dała Kociniakowi komedia Tadeusza Chmielewskiego „Jak rozpętałem drugą wojnę światową” (1970) zrealizowana na podstawie powieści Kazimierza Sławińskiego "Przygody kanoniera Dolasa" (1967). Wzmogła ją też rola groteskowego Murgrabiego w serialu "Janosik” (1974), wyreżyserowanym przez Jerzego Passendorfera według scenariusza Tadeusza Kwiatkowskiego. 14 stycznia 1980 roku Teatr Telewizji pokazał „Igraszki z diabłem” Jana Drdy w reżyserii Tadeusza Lisa. W serialu "Jan Serce" (1982) grany przez Kociniaka Piotr Krukowski był najbliższym przyjacielem tytułowego bohatera.
Pierwsza miłość Mariana Kociniaka odeszła do Gustawa Holoubka
Pierwszą wielką miłością Mariana Kociniaka była Maria Wachowiak. Aktor miał 21 lat, gdy po raz pierwszy zobaczył Marię Wachowiak. Poznali się, kiedy on rozpoczynał trzeci rok studiów, a ona właśnie przyszła do PWST w Warszawie, by odebrać indeks. Z miejsca stracił dla niej głowę - z wzajemnością. Przez dwa kolejne lata byli nierozłączni. Chcieli się pobrać, ale postanowili poczekać ze ślubem do chwili, kiedy oboje będą już po studiach. Potem Maria Wachowiak zakochała się w Gustawie Holoubku i do niego odeszła. W 1961 r. Kociniak poznał montażystkę Grażynę Pilszczyńską, która również miała za sobą nieudany związek z operatorem Andrzejem Gronau, z którym miała kilkuletniego synka. Poznali się w warszawskim teatrze. "Do Teatru Polskiego przyjechał jakiś radziecki spektakl, spotkaliśmy się na nim. Kiedy wychodziliśmy, pamiętam, deszcz lał jak jasna cholera, miałem na sobie skromną marynarkę. Nie miałem parasola. Pobiegłem, żeby znaleźć Grażynce taksówkę" -wspominał po latach Marian Kociniak w rozmowie z Remigiuszem Grzelą. Spędzili razem 50 lat. Urodziła im się córka, Weronika. Grażyna Kociniak zmarła 11 lutego 2016 r. Aktor załamał się i nie był w stanie przyjść na jej pogrzeb ani przyjmować kondolencji. Jak podaje "Super Express", miał powiedzieć wtedy najbliższym, że nie chce już żyć i czeka tylko na śmierć. Jego słowa były przepowiednią, bo Marian Kociniak zmarł 17 marca 2016 r. - zaledwie miesiąc po swojej ukochanej żonie. Miał 80 lat. Spoczywa na cmentarzu ewangelicko-reformowanym w Warszawie.