Artur Barciś jest cenionym aktorem filmowym, telewizyjnym i teatralnym. To także uzdolniony reżyser i scenarzysta. Zasłynął z ról w takich produkcjach jak "Znachor" czy "Człowiek z żelaza" czy "Dekalog". Ogromną popularność przyniosły mu komediowe seriale - "Miodowe lata" i "Ranczo".
Artur Barciś był gościem programu "Kuba Wojewódzki". Aktor opowiedział historię z młodości, gdy wyjechał do Nowego Jorku, by trochę zarobić. Pracował wtedy fizycznie przy usuwaniu azbestu w kotłowniach nowojorskich drapaczy chmur. Choć warunki były bezpieczne pod względem zdrowotnym, sama praca należała do wyjątkowo wyczerpujących.
Artur Barciś: płakałem sam w kotłowni
"To było bardzo rygorystycznie przestrzegane, żebyśmy byli w kombinezonach, mieli maski na twarzy. Natomiast to była bardzo ciężka, fizyczna praca, że tego nigdy do końca życia nie zapomnę. I pamiętam, jak płakałem sam w kotłowni jakiegoś drapacza chmur - opowiadał Artur Barciś. A zatrudnili mnie tylko dlatego, że byłem malutki i potrafiłem wejść między te rury w tych kotłowniach i ten azbest zdzierać. Najpierw go taką sikawką zmoczyć, a potem zdzierać szpachelką do tych worków. To była praca strasznie ciężka, po 16 godzin na dobę - opowiadał Artur Barciś.
Artur Barciś: strasznie tęskniłem za domem
Ale opłacało się. Szczególnie, że byłem miesiąc po ślubie. Tak strasznie tęskniłem za domem. Byłem w Nowym Jorku wśród obcych zupełnie ludzi, ale była jedyna nadzieja. Wiedziałem, że jestem tam tylko na wakacje i że wrócę. A jak wrócę, to wiesz, każda godzina tej pracy przeliczała mi się na złotówki - mówił aktor. I każda godzina to było mniej więcej tydzień pracy w Polsce. To była bardzo ciężka praca, w związku z czym dużo mi płacili za to. I jak przyjechałem po sześciu tygodniach, bo ostatni tydzień sobie odpuściłem i obejrzałem wszystkie musicale na Broadwayu, to wykupiliśmy za to mieszkanie z żoną, takie komunalne, które Beba (żona Beata) odziedziczyła po babci. I jeszcze kupiłem sobie malucha za sześć tygodni pracy - wspominał Artur Barciś.