Dziennik Gazeta Prawana logo

Był idealną gwiazdą rocka. Geniusz oskarżany o paranoję

dzisiaj, 11:15
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Prince
Prince zmarł 10 lat temu/Shutterstock
Nazywali go paranoikiem, egomaniakiem z obsesją kontroli, dziwakiem. Dla Micka Jaggera był jednym z najbardziej niezwykłych i ekscytujących artystów ostatnich 30 lat. Prince, muzyczny geniusz i ekscentryk, zmarł 10 lat temu.

"Zdawał mi się nową wersją Sly'a Stone'a. Był znakomitym gitarzystą, komponował na klawiszach, wyśmienicie grał też na basie i perkusji. Jego ojciec był pianistą i aranżerem, więc Prince potrafił także to. I jeszcze tańczył jak James Brown. Był idealną gwiazdą rocka, ale był czymś znacznie więcej niż muzykiem. Był doprawdy wyjątkowy" - tak Prince'a wspominał na łamach brytyjskiego "Guardiana" George Clinton, lider formacji Parliament/Funkadelic.

Świat zaszokowany przedwczesną śmiercią Prince'a

Artysta, którego twórczość wymykała się tradycyjnym podziałom na gatunki i style, zmarł 21 kwietnia 2016 r. w wieku 57 lat w swej rezydencji w Chanhassen, która dziś pełni funkcję poświęconego Prince'owi muzeum. Gdy media podały wiadomość o jego śmierci, pod bramą domu zbierali się fani, by wspólnie opłakiwać muzyka i śpiewać jego piosenki. "Był jednym z najbardziej niezwykłych i ekscytujących artystów ostatnich 30 lat" - napisał wówczas Mick Jagger. "Czuję się, jakby wraz z nim umarła jakaś część mnie" - przyznał Lenny Kravitz w rozmowie z "Rolling Stone”.

Genialny nastolatek

Były menedżer muzyka Owen Husney wspominał, że po raz pierwszy usłyszał Prince'a na taśmie demo w 1976 r. "Z miejsca zwróciło moją uwagę, wyróżniało się, było inne niż wszystko wokół. Okazało się, że ten gość miał 18 lat, sam napisał te piosenki i sam zagrał na wszystkich instrumentach" - nie mógł się nadziwić. "Nie było go stać na dobre ciuchy, ale sprawiał, że te, które nosił, wyglądały fantastycznie". W latach 80. do wspólnej pracy namawiał Prince'a legendarny trębacz jazzowy Miles Davis. Widział w młodszym wokaliście przyszłość muzyki, z którą sam chciał się związać. Dostrzegał kogoś podobnego do siebie - muzyka bezkompromisowego, odważnego, skłonnego do poszukiwań. Tak zapamiętał go George Clinton z Parliament/Funkadelic, gdy poznali się po raz pierwszy w 1977 r. - Prince był wówczas nastolatkiem, z uwagą wysłuchiwał opowieści starszego kolegi o spotkaniach z Jimim Hendrixem, Samem Cookiem i Milesem Davisem.

Muzyczny ekscentryk, samouk, wybitny gitarzysta i wokalista

Dziś wymieniany jest obok nich, uznawany za geniusza, niestrudzonego nowatora, autora ponad 40 albumów i przebojów, jak "Purple Rain” czy "Nothing Compares 2 U”, piosenki rozsławionej przez Sinead O'Connor. Muzyczny ekscentryk, samouk, wybitny gitarzysta, perkusista, pianista i wokalista. Prince to zresztą jedno z imion, które przyjmował w trakcie swej kariery. Innym, może nawet bardziej mu odpowiadającym było The Artist Formerly Know As Prince, w skrócie po prostu - The Artist.

W rozmowie z angielskim dziennikarzem Nickiem Kentem narzekał jednak, że prasa traktowała go jak "jednowymiarową karykaturę", spekulowano na temat jego orientacji seksualnej, życia prywatnego, zdrowia psychicznego. "Nazywali mnie paranoikiem, egomaniakiem z obsesją kontroli, dziwakiem" - mówił, zarzekając się, że to kłamstwa. W artykule "Prince Is a Champion Too" Kent pisał jednak, że najdrobniejsza nawet krytyka wywoływała u Prince'a szczere zdumienie. Przypominał o wojnie, jaką muzyk wypowiedział swojej wytwórni, teatralnych gestach, starannym kreowaniu wizerunku, walce o kontrolę nad własną twórczością, w trakcie której wystąpił ze słowem "niewolnik" wypisanym na policzku. Gdy Kent spytał go, czy chciałby kiedyś pracować ze Sly'em Stone'em, niegdyś liderem formacji Sly and the Family Stone, Prince wybuchnął śmiechem: "Oznaczałoby to zbyt wiele problemów". Wątpił, że udałoby mu się nawiązać muzyczne i duchowe porozumienie.

Fundamentalne znaczenie dla popu

"Prince miał dla współczesnego popu znaczenie fundamentalne jako gwiazda, a zarazem producent nagrań, i jako postać łącząca różne nurty muzyki amerykańskiej" - ocenił w 2021 r. w rozmowie z PAP Bartek Chaciński, krytyk muzyczny i publicysta "Polityki". "Mam wrażenie, że jego dorobek to jedna z nielicznych rzeczy, które na tle całej muzyki rozrywkowej zupełnie się nie starzeją. Dorobek Prince'a, doskonale skatalogowany i obfitujący w niepublikowane nagrania, doczekał się modelowej opieki po śmierci artysty - rzadko się zdarza, by publikacja archiwalnych nagrań nie zamieniała się w prostą ekonomiczną eksploatację. Podoba mi się wydawniczy styl spadkobierców Prince'a. Choć nie sądzę, by był do zaakceptowania dla samego artysty - jego krytycznego stosunku do własnych działań i perfekcjonizmu dziś bardzo brakuje" - powiedział.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj